Kobieta

między naturą a kulturą

Formy ascezy

Fragment książki Świeckich drogi do świętości w hagiografii sarmacko-barokowej, z rozdziału IV. Święte kobiety.

Hagiografowie rozróżniają dwa typy ascezy: umartwianie ciała, nazywane przez nich czasami powierzchownym oraz umartwianie wewnętrzne, zwane też umartwieniem zmysłów, przy czym częściej znajdziemy opisy tych pierwszych.

Jednym ze sposobów umartwiania ciała przez kobiety było noszenie przez nie włosiennicy z końskich włosów, czasami zakończonej ostrymi węzełkami i szpilkami1). Używanie jej było tradycyjnym elementem pokutnym w Kościele, a genezy tego możemy szukać już na kartach Biblii2). Kobiety gnębiły swoje ciała również żelaznymi pancerzami, łańcuchami, grzebieniami czy paskami, któ­rymi szarpały swe ciała albo zakładały je na ręce i nogi, a zdarzało się i tak, że przedmioty te wrastały w kończyny. Zakładanie włosiennicy czy metalowych pasków na biodra było związane z poskramianiem pożądliwości i grzeszności, za siedlisko których uważano właśnie lędźwie. Tc wymyślne formy karania swo­jego ciała pobożne niewiasty usiłowały za wszelką cenę ukryć przed oczami osób postronnych. Tak też włosiennice i żelazne paski nosiły np. pod bogatą materią, pod którą nikt nic spodziewał się ich znaleźć. Czasami sekret odkrywano dopie­ro po śmierci pobożnej niewiasty, ale i na to starały się one wpłynąć, zobowiązu­jąc najbliższych, by po śmierci pochowano je tak jak umarły3).

Popularnym sposobem ascezy było czynienie dyscypliny nierzadko również ostrymi łańcuszkami. W tego rodzaju ascetyczno-pokutnych praktykach naboż­ne niewiasty nie znały czasem umiaru i musiał im tego zabraniać spowiednik, jednak pozbawiona narzędzi udręki Elżbieta Gostomska pięściami się iłu/da, cia­ło na sobie szarpała, włosy targała, ręce o ziemię tak mocno biła, że jej aż pałce popuchły4). Hagiografowie, przedstawiając sposoby umartwień, nic stronią rów­nież od naturalizmu w opisie, i tak np. Zofia Tylicka tak srodze się biczowała, że się wiele krwawych chust we krwi jej zbroczonych znajdowało, a ściany w poko­ju tąż krwią zbroczone były5). Szczególne, bo osobiste, świadectwo praktyk asce­tycznych podejmowanych przez Katarzynę Radziwiłłowa daje nam jezuita, Sta­nisław Bielicki: [...] przyznam się - mówi w kazaniu pogrzebowym - żem raz tylko był w świętym jej eremitorium, rogożami, włosiennicami usłanym, dyscypli­nami zekrwawionemi, paskami żelaznymi, już stępionemi (bo przed śmiercią no­wym jej posłał) uzbrojone ściany, księgami świętymi napełnione szafki, obrazami serce przenikającemi obite kąty widząc, czułem owę gorącość, którą tamto miej­sce pałało. Była ta cela jej owej podobna [...]6). Dodatkowym umartwieniem mogło być biczowanie przez służebnicę. Katarzyna Maciejowska miała jedną sługę, która ją z rozkazu jej biczowała, drugą która ją policzkowała, podobnie postępowała również Elżbieta Gostomska7). Zofia Kostczanka zaś zażywała ręki swojej sługi, gdy jej samej sił własnych nie stawało8). Takie postępowanie mog­ło wywoływać oczywiście niezadowolenie otoczenia, a przynajmniej, jak w przy­padku księżnej Jadwigi, łzy służącej9).

Kobiety także na inne sposoby poszukiwały bólu, trapiąc swoje ciało wy­myślnymi sposobami. Lubomirska siekła się pokrzywami, a idąc spać gasiła świecę o własną rękę. Podobnie czyniła Gostomska, ale prawdziwym wirtuozem cierpienia była Dorota z Mątowów, która nie tylko trapiła swoje ciało rozpalony­mi świecami, lecz także ukropem i żelazem rozpalonym, a do ran, które jej się na ciele tworzyły, wlewała tłuszcz i wkładała pokrzywy oraz skorupy, przykry­wając to wszystko włosiennicą10). Do mniej drastycznych sposobów poskramiania swej cielesności należało wzgardzanie obuwiem. Zdarza się, że kobiety odpra­wiają boso pielgrzymki do miejsc świętych albo też zdejmują obuwie w szcze­gólny dzień, jak np. Wielki Piątek. Czasami, przy szczególnie niesprzyjających warunkach, mogło to również prowadzić do okaleczeń, jak w przypadku Jadwigi śląskiej, której stopy się [...] rozpadały, z których krew się sączyła, z czem się ona kryjąc zacierała ją na ziemi, gdzie obaczyła11). Magnatki i szlachcianki umar­twiają się też pospolicie, klęcząc w kościele na gołej ziemi, a niektóre z nich dla większej mortyfikacji podkładają sobie pod kolana szczapy drewna albo żelazne łańcuszki, co prowadzi oczywiście do poranienia nóg.

Dla umartwiania ciała kobiety odmawiały sobie także różnych wygód. Prócz bogatych strojów i biżuterii, wykwintnych sprzętów, a nawet wspomnianego obuwia czasami, tak jak Barbara Langa, rezygnowały z łaźni: przyszedłszy do lat czternastu [...]- pisze hagiograf - czuła w sercu swoim pociągi Ducha św. mocniejsze do życia doskonalszego, przeto nie tylko od rozkoszy światowych, ale i od wygód ciała, serce swe odrywała. Od tego czasu łaźni używać poprzestała12). Ważnym sposobem umartwienia była rezygnacja z wygodnego posłania. Świątob­liwe niewiasty po całym dniu modlitw i wyrzeczeń sypiały często na twardych deskach bez pościeli, a zdarzało się, że i na gołej ziemi albo mimo zimna w nie-ogrzewanym pomieszczeniu. Wyjątkiem była tylko choroba, kiedy zapalona ascetka pozwala sobie spoczywać na słomianym worze. W ramach umartwienia kobiety starały się także ograniczyć ilość snu, i tak np. Elżbieta Gostomska nie sypiała więcej niż cztery godziny na dobę. Poza tym trzymała ona w pokoju małe pieski, które ustawicznie przerywały jej sen13). Katarzyna Sobieska natomiast miała w swym pokoju koguta, który budził ją, żeby z świętym Piotrem opłakiwa­ła grzechy, i sercem się do Boga wzbijała14).

Tradycyjną praktyką ascetyczną dla chrześcijan jest post. Przepisy postne obowiązujące chrześcijan dotyczą ograniczenia pokarmu tak ilościowego, jak i jakościowego. Dość wcześnie (II w.) poszczono już w środy i piątki, następnie wprowadzono post sobotni. W IV wieku zwiększono liczbę dni postnych przed Wielkanocą do czterdziestu i wprowadzono post adwentowy. W wieku VII zaś pojawił się zwyczaj tzw. suchych dni czterech pór roku. Pobożne niewiasty z sie­demnasto- i osiemnastowiecznych hagiografii trwają zazwyczaj w nieustannych postach. Nie powinno nas to dziwić zważywszy na to, że w tamtej epoce liczba dni postnych obowiązujących każdego chrześcijanina była znaczna i generalnie przestrzegano postów bardzo ściśle. Bystroń podaje, iż szerokie sfery społeczeń­stwa rygorystycznie obserwowały post, daleko ściślej aniżeli w innych katolic­kich krajach. Śmiano się też z obcych i gorszono ich obojętnością wobec postu, powstało nawet przysłowie niemiecki post; powszechnie mówiono także, iż Ma­zur woli człowieka zabić aniżeli zgwałcić post15).

W żywotach pobożnych niewiast odnajdujemy ślady tradycyjnego postu nie tylko w piątki, ale także w środy i w soboty. Jest to oczywiście bardzo ostry post o chlebie i wodzie, czasami również przedłużany na inne dni tygodnia. Niektóre kobiety zachowują wstrzemięźliwość co do konkretnych potraw: warzyw, owo­ców, mięsa lub wina. Posty te musiały być szczególnie dotkliwe, biorąc pod uwagę, że kobiety te normalnie zasiadały przy stołach, patrząc na wykwintnie zastawione stoły uginające się od kuszących oczy pokarmów. Bardzo często też kobiety poprzestawały na wodzie, odmawiając sobie tradycyjnych napojów gosz­czących na polskich stołach, jak: wina, piwa czy miodu. Było to też dodatkowym umartwieniem, gdyż picie wody powszechnie uchodziło za bardzo szkodliwe dla zdrowia, tak pisze o tym Klemens Janicki w elegii VII: od pacholęcia aż do lat dwudziestu /piłem jedynie wodę. Stąd, jak myślę, / Zaczęła chorzeć wątroba. To woda / niegdyś wypita dławi moje życia16). Dlatego też w opisie cudu, który przytrafił się Jadwidze śląskiej, hagiografowie piszą o wzburzeniu męża na wieść, iż żona pije wodę: Raz ją do męża doniesiono, iż zawsze wodę pije, i o niemoc się przyprawuje, gniewał się o to i odwodził ją od tego, a chcąc doznać jeżeli tak czyni szedł ją raz jedzącą nawiedzić, a gdy z kubka przed nią postawionego napił się, czuł dobre wino, i strofował tych, którzy ją do niego donieśli17). Woda, którą uważano w wyższych warstwach za szkodliwą, weszła na stoły magnackie i szlacheckie jako napój w czasach Kitowicza18). Umartwienia związane z pożywieniem, podobnie jak wspomniane biczowania i włosiennice, kobiety starały się ukryć przed otoczeniem. Czasami pomagał w tym cud, jak choćby ten z winem, częściej jednak kobiety same używały różnych forteli, tak iż praktykowane umartwienia potrafiły ukrywać przed najbliższymi nawet przez kilka lat 19). Tak surowe posty i ciągłe ograniczanie ilości spożywanych pokarmów nasuwają pytanie, co właściwie owe ascetki utrzymywało przy życiu. Odpowiedź znaleźć możemy choćby w żywocie Zofii z Tylickich Tomickiej pokarm jej - pisze hagiograf - tak lichy i nędzny był, wielkie podobieństwo,, że tym samym niemal sakramentem żyła, jakoż i sama się do tego spowiednikowi swemu przyznała20). Przypadki tak zwanej inedii, czyli długotrwałego powstrzymywania się od spożywania pokarmów, spotykane były także współcześnie. Najsłynniejsze dwie kobiety, które żyły poność jedynie eucharystią, to Niemka, Teresa Newmann i Francuska, Marta Robin. Pierwsza przeżyć miała w ten sposób czterdzieści lat, a druga pięćdziesiąt.

Drugą kategorią umartwień wspominanych przez hagiografów są umartwienia zmysłów, inaczej zwane wewnętrznymi. Polegają one na umartwieniu przede wszystkim zmysłu wzroku, słuchu i dotyku, a także na zachowaniu milczenia. Mimo iż tego rodzaju asceza jest teoretycznie ceniona o wiele wyżej, to jednak przedstawiana jest przez hagiografów nieporównywalnie rzadziej. I tak np. Maria Klementyna podobnie zresztą jak inne niewiasty. Do umartwienia smaku, przykładała trudniejszą języka powściągliwość, ile przy tak żywym dowcipie. Albowiem w mowie była skąpa, a bardzo łagodna i cicha21). Ideałem jest kobieta, która w miejscu publicznym skromnie spuszcza oczy i nie zabiera głosu, a jeżeli już to tylko w sprawach bożych. Pierre Bourdieu pisząc o społecznej konstrukcji ciała, zauważa, że inaczej sprawa się przedstawia w przypadku mężczyzn, którzy aktywnie robią użytek z czoła, oczu, ust, brody, a więc górnej, zarezerwowanej jak się okazuje dla mężczyzn części ciała22).

Podsumowując, wydaje się, że kobiety świeckie - bohaterki hagiografii - starają się naśladować ascezę zakonną, a niekiedy nawet stosują o wiele surowsze praktyki niż ich klauzurowe siostry. Niejednokrotnie też zdarzało się, że musieli je powstrzymywać rodzice albo spowiednicy. Tak surowe wymagania wobec siebie kobiety raczej nie przerzucały na swoje otoczenie, wręcz przeciw­nie, ascetka jak dla siebie była ostra, tak dla bliźnich uprzejmie łaskawa23) - stwierdza hagiograf. Mimo iż częstokroć otoczenie nie rozumiało praktyk asce­tycznych, tak jak nie rozumieją ich współcześni, to jednak bez ascezy, traktowa­nej jako ćwiczenie hartu ducha i wytrwałości - jak pisze Emile Durkheim - reli­gia nie istnieje. Mówi on wprost: jest nawet dobrze, gdy jakieś konkretne posta­cie wyraźnie uosabiają ideał ascezy i gdy ich specjalnością [...] staje się demonstrowanie, choćby i przesadne, tego aspektu obrzędowej egzystencji. Są to bowiem żywe wzory zachęcające do wysiłku. [...] Cel, który wyznacza elita, musi być za wysoko, aby tłum nie zepchnął go zbyt nisko. Ktoś musi przesadzać, aby średnia mogła się utrzymać na przyzwoitym poziomie24).

Zadawanie sobie bólu i często także ran nie było tylko sztuką dla sztuki. Pro­wadziło ono do odciskania na ciałach umartwiających się kobiet quasi-stygmatów, które jednoczyły ich cierpienia z męką Chrystusa. Współczesnemu czytelni­kowi na pewno trudno jest zrozumieć tak okrutne praktyki ascetyczne: czynienie dyscypliny, permanentne posty, okaleczenia. Jednak dla kobiety staropolskiej była to droga do naśladowania Chrystusa, ale także, choć może w sposób nie­uświadomiony, poprzez zanegowanie własnego ciała, paradoksalnie, droga do jego sakralizacji. Podbicie ciała w niewolę ducha, poprzez ascezę oraz skrajny jej przejaw, jakim jest praktykowanie czystości, daje kobietom - jak zobaczymy - już za życia niezwykłe możliwości, a po śmierci moc czynienia cudów i ciało uchronione od hańby zepsucia.


Przypisy

Katarzyna Sokołowska

20 09 2011